- I żeby to był ostatni raz - powiedziałem twardo. Dziewczyna zmrużyła oczy nienawistnie, potrząsnęła głową uwalniając się z mojego uścisku, i wytknęła palec ostrzegawczo w moją stronę.
- Bo co? - syknęła - Bo mnie zabijesz!? Taki z ciebie gangster? To pokaż co możesz mi zrobić! - krzyczała tak głośno, że miałem ochotę uderzyć ją w twarz, aby się zamknęła. Biorąc głęboki oddech, złapałem ją tylko za nadgarstki i ściągnąłem ku sobie.
- Miej się na baczności, Sasho Maskor. Zarzucając mi takie rzeczy, możesz niemile przekonać się, do czego jestem zdolny. - to rzuciwszy odsunąłem nogą to czarne bydle i wychodząc po schodach z szatni, podziękowałem sobie, że nie zrobiłem niczego gorszego. Ręce trzęsły mi się z nerwów, miałem ochotę wrócić tam, i rzucić psem w jego właścicielkę. Udało mi się jednak powstrzymać gniew. Włażąc na górę po schodach, zdałem sobie sprawę, że przyjdzie mi przesiedzieć w ławce jeszcze trzy godziny z nijaką Siri...
Boże, miej mnie w opiece...
< Siri? Nie grzeszę weną >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz