niedziela, 10 maja 2015

Od Clerie - Nowe chwile, nowe miejsce

- Jak tam z tyłu? – powiedział ciężki ton mężczyzny – Nie rzuca?
Odtrącając wzrok od lekko zaparowanej szyby dodałam ulotne słowa.
- Pewnie, że nie – westchnęłam z lekkim uśmiechem
Słoneczne promienie przeciskające się przez leśne gęstwiny docierały do mnie, po czym uciekały w popłochu. Niskie gałęzie zahaczające o dach łagodnie opadały pod swoim ciężarem. Podbijały je powiewy powietrza. Opuściłam prawą dłoń na kolano, po czym lekko ją zacisnęłam. Żal mi było opuszczać rodzinne grono. Skierowałam wzrok na małe, otwarte pudełko. Znajdował się w nim gruby, błękitny kocyk, a w nim, bezbronne kocięta. Przymrużyłam oczy. * Czy było to najlepszym rozwiązaniem?* Zapytałam się w myśli wpatrując się w pupile. Chcąc nie zapomnieć o domu, przytargałam za sobą śpiące dary natury. Domyślam się, że milej by było dla nich pozostać tam gdzie były… lecz nie darowałabym sobie rozłączni z nimi.
- Żyjesz tam? – odchrząkną w lekkim śmiechu – Cieszysz się z wyjazdu?
- … - Z początku nie chciałam odpowiadać na każde jego pytanie, choć w końcu dotarło do mnie, że nie było by to „zbytnio miłe” od mojej strony – Nie do końca…
- Jest ci niedobrze? – zapytał niższym tonem
- Miałam na myśli tą podróż, proszę pana –odparłam w stronę mężczyzny
- Heh – ponownie się odwrócił – Wiem co czujesz, ale spokojnie. To nie koniec świata… Możesz mi mówić Gru
- …
- A jak się panienka nazywa?
- Clerie – ponownie się odwróciłam – Clerie Inachi
- No, no… to już tutaj – skierował dłonią w stronę budynku – A szkoda, właśnie zaczynaliśmy się dogadywać
- Mhm… - lekko wstrząśnięta cała ta sytuacja chwyciłam za drzwi.
Otworzyłam je szeroko, a następnie wychyliłam głowę.
- Może pomóc? – zapytał
- Nie, nie. Poradzę sobie – odparłam
Złapałam za walizkę po czym przełożyłam na nią pudełko. Lekko wyciągnęłam z pojazdu. Zamknęłam drzwi, oraz dodałam ciepłe słowa.
- Dziękuje
- Ależ nie ma za co! – wykrzyczał odjeżdżając samochodem
Teraz zostałam już sama. Może nie do końca… dwoje rodzeństwa byli przy mnie, spokojnie drzemiąc. Ponownie chwyciłam za walizkę, po czym ciągnęłam za sobą w drodze do liceum. Było wyjątkowo ciepło, przynajmniej to rozweseliło moja postać. W drodze do budynku wiatr zaczynał lekko powiewać. Schowałam głowę w kaptur i w dalszym ciągu chadzałam w kierunku nowego miejsca. Nagle ujawniło mi się coś niepokojącego. Ludzka postać wędrując przez korytarz dostrzegła nowego przybysza, a następnie przespacerowała w moja stronę. Gdy miałam się dowiedzieć kim ona jest, promienie słoneczne poraziło mnie w oczy, przez co nie mogłam dostrzec, czy jest to dziewczyna, czy raczej chłopiec.

< Ktosiu? .3. >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz