-*No i gdzie on?* - Zapytałem się samego siebie
Odruchowo zacząłem wymachiwać nogami. Lekko przygarbiony oparłem dłonie o koniec ławki po czym zacząłem doszukiwać się autobusu. Po za mną była jeszcze spora gromada ludzi. Nie raz to trzeba było wstawać, aby móc dostrzec jadące auto. A było wszystkich coraz więcej. Złapałem za dwie większe walizki i oparłem je o moje nogi. Opuściłem lekko głowę, po czym chwyciłem za telefon. 6:47… westchnąłem. Nagle cały ciąg ludzi zaczął kierować się ku końca chodnika. Było już widome, iż środek transportu właśnie się zbliża. Szybko przerzuciłem telefon do kieszeni, a następnie chwyciłem obie walizy. Przyciągnąłem je i czekałem… Kolejka robiła się coraz krótsza, aż w końcu zostałem tylko ja. Mogłem już odetchnąć z ulgą.
***
-… Makoto? – zacisnąłem głos w gardle
Z daleka widniała postać szczupłej, wysportowanej osoby. Nie musiałem przemyślać tego co właśnie zrobię. Rzuciłem walizki i z całej siły pobiegłem w stronę przyjaciela. Z dwa razy po drodze upadałem szybko podnosząc się jedna ręką, a wyglądałem jak skończony… „dupek”. W końcu skoczyłem na niego, ściskając z całej siły.
- Mako-chan! – Wykrzyczałem w łzach w oczach
< Makoto? Niecierpliwie oczekuje Twojej reakcji >:3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz