sobota, 9 maja 2015

Od Inez - Żegnaj Francjo, witaj Kalifornio.

Wzięłam kotka na ręce i pociągnęłam ciężką walizę. Wzięłam wszystko co było najważniejsze. Właściwie będziemy u przyjeżdżać raz na ruski rok, więc coś tam jeszcze później zabiorę. Rita bardzo zdezorientowana i przestraszona nawet nie zwróciła zbytnio uwagi gdy wsadziłam już do transportera. Biedna... To będzie dla niej horror w realnym wydaniu. Ale cóż mogłam teraz zrobić. Skierowałam kroki do metra. Czekała tam już moja siostra.
- Wiesz kiedy wszyscy się zbierzemy? - zapytała gdy tylko już miała mnie w polu widzenia.
- Nie wiem. Patric jeszcze sprawdzał czy wszystko co chciał zabrał.
- O matko... To jeszcze trochę potrwa.
Stałyśmy milcząc.
- A rodzice już ci mówili do jakiej szkoły będziemy chodzić?
- Yhym. Ty będziesz chodzić do Liceum Verpresional.
- Aha.
I znów ta niezręczna cisza.
- O chyba idą! - Vanessa odeszła parę kroków i pomachała do biegnącego Patric'a.
- Ej, a gdzie rodzice? Pociąg nam odjedzie jak zaraz nie przyjdą. - zapytałam lekko poirytowana całą sytuacją.
- Już idą. - odpowiedział całkowicie spokojnym tonem.
Gdy doszli jeszcze tylko chwilę czekaliśmy na pociąg. Zaraz gdy z tunelu zaczął wyłaniać się pojazd podeszliśmy trochę do przodu. Zatrzymał się ze zgrzytem. Z trudem pociągnęłam bagaż i weszłam do środka. Wpatrywałam się w okno żegnając w myślach oddalającą się wieżę Eiffla i ogółem Paryż, który już niedługo opuszczę. Na lotnisku panował straszny harmider. Turyści z aparatami na szyi z zachwytem stwierdzali pewnie fakt iż są na swoim upragnionym od jakiegoś czasu wyjeździe. Dzieci głośno dyskutowały o tym co zobaczą. Jednak teraz już moje myśli zostawiły w spokoju otoczenia i krążyły w okół jednego tematu. Jak będzie w Ameryce? Z jednej strony spełniało się moje marzenie, ale z drugiej... Czułam wręcz strach z powodu tej przeprowadzki. Już wszystko się zbliżało wielkimi krokami. Samolot miał za niedługo przylecieć. Spojrzałam do kotki. Była wyraźnie wstrząśnięta i wystraszona. Westchnęłam gdyż już zaraz mieliśmy wsiadać do samolotu, już zaraz mieliśmy opuścić Francję i już zaraz mieliśmy rozstać się na bardzo długi czas z resztą rodziny. Zamknęłam oczy policzyłam do dziesięciu i ruszyłam za resztą. Weszłam po schodkach do samolotu. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu obok Vanessy.
- Czeka nas długa droga. - powiedziałam patrząc w okno na zanikającą ojczyznę.
- Spokojnie, wytrwamy. - Uśmiechnęła się. - Chcesz ołówek? Mam w kieszeni.
- Chętnie. - wyjęłam zeszyt.
Te 12 godzin lotu zapowiadały się nie najgorzej...
*W Beverly Hills.*
To był pierwszy dzień w nowej szkole. Rita siedząca w kieszeni pod bluzą wychyliła głowę. To nie było mądre brać kota do szkoły, ale ona była taka przestraszona i w ogóle, a nienawidziła być sama, więc ją wzięłam. Podekscytowana weszłam do schludnie wyglądającego budynku. Pewna nauczycielka posłał mi ostrzegawcze spojrzenie. Odwróciłam szybko od niej wzrok. Szłam rozglądając się to w lewo to w prawo. Moją uwagę przykuły schody na dół. Pewnie szatnia. Ku mojemu zdziwieniu zauważyłam tam dwójkę uczniów i... Dyrektorkę? Chciałam się wycofać jednak próbowałam nie okazywać strachu. Ta spojrzała na mnie potem na dwójkę. Nie wiem czy chcę wiedzieć co się ze mną stanie. Kot lekko się wychylił jednak gdy jego wzrok skierował się na ludzi szybko się schował. Dziewczyna, która było obok dyrektorki popatrzyła się na mnie ze współczuciem, odpowiedziałam tym samym, bo w końcu ona właśnie przebywała bliżej zagrożenia.
< Siri? Castiel?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz