sobota, 2 maja 2015

Od Siri - CD Histrorii Cast'a

Kiedy to powiedział, przełknęłam ślinę...
-Gdzie byliście?! Nie wiecie, że już od 15 minut zaczęły się lekcje?!-krzyknął Terminator.
-Ja...poczułam się źle, a jestem nowa w szkole...i poprosiłam Castiela, aby zaprowadził mnie do higienistki...-skłamałam. ,Terminator tylko mruknął coś pod nosem.
-Letzten Mal! Jetzt setzen Sie sich!-krzyknął coś po niemiecku, co chyba oznaczało: ,,Ostatni raz! A teraz siadać!", ale do końca nie jestem pewna. Zauważyłam jedną, pustą ławkę. Nigdzie nie było innej. Wszystkie oprócz tej, były zajęte...Zawstydziłam się trochę.
-*Pięknie...będą nas przezywać... Hm...chyba...że boją się Cast'a...*-pomyślałam i usiadłam w ławce. Castiel zaczął nerwowo szukać innej ławki, a kiedy okazało się, że nie ma pustej ławki powoli zaczął podchodzić do ,,mojej" ławki. Usiadł i rozpakował się, patrząc, czy nikt się nie śmieje. Okazało się, że nie. Wszyscy nawet nie patrzyli. Tak! Nikt nie odważy się nawet o tym szepnąć... Wzięłam kartkę i na kolanie zaczęłam pisać:
,,Jak dobrze, że nikt się nie śmieje..."
Podałam pod ławką Cast'owi kartkę, na co on odpisał:
,,Niech mi tylko spróbują...Jeżeli ktoś się zaśmieje, dzwoń po pogotowie..."
Ja wzięłam karteczkę i najciszej jak umiałam zgniotłam ją. Nikt tego nie usłyszał. Kiedy skończyło się mamrotanie tego faceta, wyszłam na przerwę. Usiadłam na ławce, i zauważyłam Amber idącą ze swoją bandą. Kiedy i mnie zauważyły, zaczęły podchodzić.
-*No nie, jeszcze ta małpa...*-pomyślałam przewracając oczami. Wstałam, gotowa zmierzyć się z nią.
-No proszę, proszę...nasza zakochana panieneczka...hm? Już pierwszy dzień w liceum, a ona się zakochuje...-powiedziała złośliwie a ja popatrzyłam na nią spod powiek.
-Huh...Po pierwsze: Castiel, to mój kolega, i nie powinno cię obchodzić, co ja robię, i z kim. Po drugie: To ty latasz za nim jak szalona. I...pamiętasz chyba mojego psa, hę?-odpowiedziałam patrząc na nią, i zaciskając pięści.
-O Boże! Tego zapchlonego mutanta?! Owszem, trzymaj go z daleka! On ma pchły i się ślini!-krzyknęła teatralnie.
-On nie ma pcheł. I się nie ślini! Wiesz, dlaczego wybrałam psa, wilko-podobnego, jak to powiedział Castiel?
-Hm...dlaczego?-odparła.
-Bo ja, wychowałam się w Watasze, i nie myśl sobie, że możesz tak łatwo mnie pokonać w walce fizycznej i słownej. Coś jeszcze?!-odpowiedziałam.
-Ty też jesteś zapchlona! Masz pchły!
-Nie! Bo wilki, są dla mnie jak rodzina! Ty tego nie zrozumiesz!
Potem odwróciłam się na pięcie i poszłam. Nie ma sensu dalej się kłócić z dzieckiem...
Po chwili podeszłam pod drzwi dziedzińca, gdzie spotkałam Cast'a. Usiadłam obok niego, upewniając się, że nikt nas nie widzi.
-Castiel?-szepnęłam.
-Co?-odszepnął.
-Ja...chyba...zakochałam się w tobie...-odpowiedziałam cicho, i wbiłam wzrok w ziemię...

< Castiel? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz